Yellowstone National Park

Autor: Michał Tołoczko - podróżnik

Czy będąc nastolatkiem zetknęliście się kiedykolwiek z pojęciem „American Dream”, czy też usłyszeliście od kogoś, że jest coś „duże jak w Ameryce”? Czy nie interesowało Was jak powstają ogromne produkcje filmowe jak: King Kong, Jurasic Park czy też Transformers lub też postacie naszych młodzieńczych lat: Laleczka Chucky, ET, Miś Yogi. Czy nie nurtowało Was jak wyglądają siedziby takich potężnych firm jak Google, Facebook, Apple czy też Universal Studio? Ja wraz z narzeczoną i dwójką przyjaciół postanowiłem przekonać się na własne oczy co kryje się pod tym wszystkim. Już będąc dzieckiem moim marzeniem było zobaczenie na własne oczy potężnego kraju graniczącego od północy z Kanadą, od południa z Meksykiem, natomiast od wschodu i zachodu z dwoma oceanami: Atlantyckim i Pacyfikiem. Kraju, który pod względem terytorialnym jest na 4 miejscu na Świecie po Rosji, Kanadzie i Chinach. Państwa, które nazywane jest przez wszystkich „ Władzą Świata”, gdzie jego „ głowa” jest lepiej chroniona niż Królowa Elżbieta II.

DSC_0039

USA w swojej ofercie posiada wszystko – od wysokich gór po pustynie i pustkowia, od oceanów po głębokie jeziora i tajemnicze lasy. Mocarstwo składające się z 50 mniejszych „Państewek” zwanych Stanami, które różnią się od siebie nie tylko wysokością podatku, kruczkami prawnymi ale i klimatem.
Przygotowania do 3 tygodniowej wyprawy trwały kilka miesięcy, począwszy od załatwienia Wizy B2 w Ambasadzie USA w Warszawie, przez wcześniejsze zakupienie biletu do Salt Lake City aż po zarezerwowanie samochodu i załatwienie pierwszych noclegów „ na start”. Trasa została wyznaczona przez Nas samych, uwzględniając najistotniejsze punkty godne odwiedzenia, poczynając od największych i najsławniejszych Parków Narodowych i Kanionów po największe miasta po zachodniej stronie USA: Salt Lake City, Las Vegas, Los Angeles czy San Francisco. Zwiedzanie zachodniej i wschodniej części Stanów Zjednoczonych nie ma najmniejszego sensu, gdyż kraj ten jest tak bogaty w swojej ofercie, że w 3 tygodnie nie uda się zrobić czegoś na co potrzeba co najmniej roku. Skupiliśmy zatem Naszą cenną uwagę na zachodniej części USA.
Po wielogodzinnym locie przez Paryż znaleźliśmy się w końcu w Salt Lake City. Już na pierwszy rzut oka widać było, że jest to miasto Mormonów
(członków Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich). Przy strefie sprawdzania paszportów spotykamy grupę młodych studentów ubranych w mundurki ze znaczkami kościoła, którzy jak się później dowiadujemy od pani ze Służby Granicznej US, wracają po kilkumiesięcznej tułaczce po Europie. Pełna wdzięku i uśmiechu pani inspektor opowiada nam historię owych studentów jak również „zaraża” Nas historiami o bizonach w tej części kraju. Pełni adrenaliny, napięcia i niepewności przechodzimy przez rozsuwane drzwi lotniska zadając sobie pytanie „co dalej”.
W pierwszej kolejności kierujemy się w stronę wypożyczalni samochodowej, gdzie odbieramy swoje wcześniej zarezerwowane auto. Po szybkim załatwieniu roboty papierkowej wsiadamy do Naszego SUV-a Chevroleta określanego potocznie przez Amerykanów – „Szevi”. Nie znając jeszcze zasad panujących na drogach USA wyruszamy w wielodniową podróż po nieznanych terenach.
Pierwsze nasze spostrzeżenia to rozmiary aut i jezdni. Same Pickupy, SUVY, ciężarówki jak z reklamy Coca-coli poruszające się po drogach pięcio, sześcio a nawet siedmiopasmowych w jedną stronę. O takich drogach w Polsce możemy tylko pomarzyć. Poruszanie się dla „świeżaków” pomiędzy samochodami „potworami” jest niczym przebycie mrówki przez rzekę. Rzucają się również w oczy leżące na poboczach pociachane kawałki opon, niczym skóra zrzucona przez węża na lato.
Podekscytowani przejeżdżamy kolejne mile nie spodziewając się jakaż to odległość czeka Nas do pierwszego noclegu w Cody, miejscowości znajdującej się przy wschodniej bramie Parku Yellowstone – parku marzeń z moich młodzieńczych lat. Miejsca z którego pochodzi znany na całym Świecie miś Yogi. Po wielu godzinach lotu i przesunięcia czasowego, 10 godzinna droga autem jest niczym droga przez mękę. W końcu późną nocą dojeżdżamy do naszego noclegu, gdzie po szybkim załatwieniu formalności padamy jak muchy.
Zmęczenie zniszczyło nasze pierwsze ekscytacje nowym miejscem ale kilka godzin „szybkiego snu” i poranna pobudka spowodowała, że na nowo odrodziła się w Nas nutka podniecenia. Jak najszybciej chcieliśmy przejechać bramę do najstarszego Parku na Świecie. Do myślenia dało nam jeszcze pierwsze amerykańskie śniadanie. Pieczywo, bułki, płatki, miód, dżemy, soki – wszystko na słodko. Przy takiej dawce węglowodanów byliśmy wstanie nie tylko pełni energii wjechać autem do Parku ale chyba go przebiec. Zjadając pierwszą wieczerze obmyślamy wcześniej ustalony plan podróży aż w końcu chwile później wyruszamy. Jeszcze przed wjazdem zakupujemy u Strażnika Park Pass, który okazuje się później strzałem w „10”, gdyż pozwala nam wjechać do prawie wszystkich Parków Narodowych w całym USA za darmo. Koszt takiego karnetu 80$ za 1 osobę i 3 towarzyszące na rok. Normalny jednorazowy wjazd do Parku nawet 20 dolarów- więc opłacało się bardzo.

DSC_0162

Podnieceni nadchodzącą chwilą wjazdu do Parku, w pierwszej kolejności rzuca nam się w oczy głęboka zieleń terenów, podkreślona jeszcze bardziej obfitym deszczem. Pogoda ta ze zmiennym szczęściem towarzyszy Nam przez 2 dni pobytu w Yellowstone. Spytać należy czy można w 2 dni objechać obszar przypominający połowę Polski? Posiadając ze sobą notatki ze stron internetowych, przewodnik z Polski, mapę z budki wjazdowej jak również naszą nawigację z Polski z wgraną mapą USA było to możliwe choć nie bez wysiłku. Wiadomo, iż nie było to tak dokładne jak przy tygodniowych obozach, ale wystarczająco żeby zapoznać się z najpiękniejszymi miejscami w Parku. Najistotniejsze miejsca do zobaczenia w Yellowstone układają się w kształcie liczby „8”.

Poruszamy się więc ze wschodu na północ , wzdłuż jeziora Yellowstone do północnej bramy Yellowstone, gdzie 134 km od niej mamy 2 nocleg w miejscowości Bozeman. Zerkając na mapę od strażnika Parku zaliczamy punkt po punkcie, miejsce po miejscu, gejzer po gejzerze, objeżdżamy wybrzeże jeziora zatrzymując się w miejscach godnych obserwacji (a jest ich wiele). Wszystko jest bardzo kolorowe, najwspanialsze i najpiękniejsze w swoim rodzaju. Zatrzymujemy się dłużej przy gejzerze Morning Glory, jak również przy najważniejszym i największym gejzerze Old Faithful, który wybucha 17 razy na dobę. Na jego erupcje czekaliśmy ok 50 min.
DSC_0173

DSC_0139

Oprócz tych najważniejszych były dziesiątki innych, nie mniej kolorowych i wyszukanych.

IMG_1607IMG_1626IMG_1629IMG_1638


Nasza ciekawość była tak wielka, że o mały włos nie skończyła się mandatem po 120 dolarów na głowę. Jeden z uczestników wyprawy chciał dotknąć wody wchodząc parę kroków od głównej ścieżki. Reszta załogi równie ciekawa kierując się za nim została zatrzymana przez Strażnika Parku przebranego w dres. Owy strażnik pokazując nam wypolerowaną odznakę nastraszył Nas niemałą karą finansową i ukazał nam Naszą głupotę do czego z czasem się przyznaliśmy. Czy była to tylko obawa o głupio stracone pieniądze, czy też rzeczywisty strach o życie? Strażnik puszczając nas i grożąc, że w drodze powrotnej czeka na nas, przyczynił się do obmyślenia przez naszą czwórkę „szatańskiego” pomysłu przejścia drugą stroną parku. Jednak obawa przed zapłaceniem mandatu trzymała się w naszej głowie niczym magnes na lodówce. Jednak to był tylko Nasz strach. Bez jakichkolwiek przeszkód przeszliśmy przez park nie spotykając „tajniaka”. Będąc w danym miejscu poczekaliśmy również na wybuch najwyższego gejzera na Świecie. Dzień mija szybko. Pełni wrażeń i mocno wyczerpani kierujemy się do drugiego noclegu w Bozeman. Hotel ten znajdował się daleko od parku co dodatkowo odbiło się na naszym samopoczuciu i zmęczeniu. Dojechaliśmy do hotelu późno w nocy wyczerpani niczym biegacz po maratonie, a tu znowu trzeba przygotować się do objazdówki. Wstajemy ponownie rano, kierując się na „najsłodsze” śniadanie pod słońcem a następnie wyruszamy na podbój drugiej części parku z północy na południe. Pogoda ponownie nie jest naszym sprzymierzeńcem. Deszcz pada jak szalony ale nie przeszkadza nam to w naszej determinacji. Zaliczamy kolejne punkty niczym plansze w grze komputerowej. Jeden wodospad, drugi, piękny widok na Grand Canyon of Yellowstone – wszystko pochłaniamy niczym świeże bułeczki.

DSC_0322


Staramy się również dojrzeć dziką zwierzynę zamieszkującą te dziewicze tereny. Dochodzimy do wniosku, że nie zaobserwowanie bizona, niedźwiedzia lub jelenia w ich środowisku jest niczym oddychanie bez tlenu. Minuty, godziny, mile mijają a zwierzyny jak brak tak brak. Dojeżdżamy w końcu do Doliny Lamer Village, gdzie ku naszej radości ukazuje się stado bizonów.

DSC_0262DSC_0288

Takich jak my – „szukających zwierzyny” jest wielu. Na środku trasy robi się korek, gdyż każdy chce sfotografować amerykańskie żubry. Dumni ze zdobytego skalpu, ruszamy dalej w celu znalezienia niedźwiedzia Grizzly niczym lwa na sawannie. Przejeżdżamy kolejne obszary nieskazitelnej natury aż w końcu ku naszej uciesze dostrzegamy w oddali niedźwiedzia. Przy tak niebezpiecznej bestii obecni tam strażnicy parku oddzielają teren ok 100 m, żeby zabezpieczyć te wspaniale zwierzęta od dziesiątek ludzi z aparatami i lornetkami. Obserwatorów jest więcej niż ludzi czekających przed sklepem gdzie ustalono duże promocje. Teraz jesteśmy usatysfakcjonowani. Sukces pełną gębą. Miś Yogi znaleziony!!!!

DSC_0345

Dojeżdżamy jeszcze do rzeki Yellowstone, gdzie ukazują nam się wspaniałe widoki a następnie kierujemy się do kolejnego noclegu w Salt Lake City. Podsumowując Yellowstone jest niczym bajka. Pełno w nim kolorów, wspaniałych krajobrazów, dzikich zwierząt. Zasługuje na tytuł jednego z najwspanialszych miejsc na Ziemi.

DSC_0173DSC_0178DSC_0188DSC_0319DSC_0359IMG_1572IMG_1579IMG_1585IMG_1591

blog comments powered by Disqus